Po krótkiej przerwie wróciliśmy na Małopolski Piknik Lotniczy – imprezę na stałe już wpisaną w kalendarz wakacyjnych wydarzeń w naszym rodzimym mieście. Jest to dość nietypowa impreza ze względu na umiejscowienie pasa startowego w samym centrum miasta w dość gęstej zabudowie, co naturalnie dzieli ludzi na zwolenników i przeciwników tej imprezy. My oczywiście należymy do tej pierwszej grupy ;) Podczas tegorocznej edycji postaraliśmy się o możliwość skorzystania z akredytacji prasowej, co dało nam możliwość fotografowania ze specjalnie przygotowanej “górki spotterskiej” znajdującej się na końcu pasa od strony zachodniej (podejście z kierunku 110). Górka sama w sobie jest miejscem całkiem niezłym – wznosi się kilka metrów nad pasem co daje fajną możliwość robienia zdjęć z góry i spore pole do popisu jeżeli chodzi o panning (w tle drzewa, w dalszej cząść bloki oraz centrum handlowe Krokus wraz z Auaparkiem). I tu dochodzimy do minusów miejscówki – jeżeli już się organizuje coś dla prasy, stawia specjalną strefę to może warto by było jeszcze pomyśleć i nie parkować dokładnie naprzeciw tego miejsca dwóch cystern, które skutecznie wycinają z kadrów połowę widocznego dla nas pasa (reszta jest za rozłożystym drzewem na rogu pasa i drogi kołowania :) – to taki mały przytyk do przemyślenia przez organizatorów na przyszłoroczną edycję.

Tegoroczny program obejmował kilka pozycji na stałe wpisanych już w tą imprezę – Jurgis Kairys (w tym roku z zespołem Aerobatic Yakkers), Robert Kowalik na Extra 300L, zespół 3AT3, CSS-13 (Sebastian Karolak), Jak-18 (Ryszard Jaworz-Dutka), TS-8 Bies (Jan Borowski). Oprócz tych pozycji w powietrzu zaprezentowali się także Artur Kielak na XA41, zespół Biało-Czerwone Iskry, transportowa Casa C-295, Wojtek Krupa na Extra 300 (tylko w Niedzielę), Jerzy Makula na szybowcu Fox. Niekwestionowaną gwiazdą tegorocznej edycji był jednak samolot Spitfire LF Mk. XVIE pilotowany przez brytyjczyka Stephana Steada. Samolot przyleciał do Polski blisko tydzień temu dzięki staraniom Jacka Mainki. W Krakowie wystąpił też w specjalnym malowaniu 308 Dywizjonu Myśliwskiego z oznaczeniem samolotu pil. Jerzego Główczewskiego (ZF-U).

Sobota od samego rana należała do gorących – temperatura blisko 28 stopni, pełne słońce. W tych warunkach przyszło nam spędzić następne 10 godzin :) Pokazy tradycyjnie zaczęły się od skoczków spadochronowych oraz pokazu paralotniarzy. Ciekawostką był chyba jeden z najmniejszych samolotów (choć należałoby raczej użyć zwrotu “samolocików”) Świata – Hummelbird. Jest to amatorska konstrukcja o rozpiętości zaledwie 5,5 m i wadze 136 kg powstała na podstawie amerykańskiej konstrukcji z lat siedemdziesąitych ubiegłego wieku. Z powodu pogody na piknik nie dotarł dwupłat z Niemiec – Focke Wulf 44 Stieglitz. Szkoda bo jak do tej pory maszyna ta nie prezentowała się nigdy na krakowskim niebie. Nie zawiódł za to kolejny dwupłat,  pilotowany przez Mateusza Stramę, Boeing Stearman. Samolot bardzo ładnie prezentował się na tle niebieskiego nieba przeplatanego delikatnymi chmurami, pilot zaś starał się pokazać maszynę jak najlepiej i schodził przyjemnie nisko :) Jedynie czego zabrakło to dłuższego wypuszczania dymu ale to detal :) Podobną sympatią dażę inną maszynę z tej imprezy – Luscombe Silvaire Phantom II. Od kilku lat ta charakterystycznie połyskująca maszyna pokazuje się na imprezach lotniczych za sprawą pilota Jacka Osińskiego.

Jak-18 należący do Muzeum Lotnictwa w Krakowie chyba jako jedyny robił to na co liczyłem przy większości startów – wytrzymywał low pass przy starcie do samego końca pasa. Niestety tak czy owak zdjęcia niweczyły wspomniane we wstępie cysterny…

Rasowi akrobaci w tym roku reprezntowani byli przez Roberta Kowalika, Artura Kielaka i stałego gościa polskich pikników Jurgisa Kairysa. Robert Kowalik jak zwykle precyzyjnie prezentował swoją wiązankę klasy unlimited na samolocie Extra 300L. Było nisko, szybko i z precyzją jakiej można oczekiwać od wielokrotnego Mistrza Polski w akrobacji samolotowej. Inne latanie, bardziej freestylowe zaprezentował Artur Kielak na swoim charakterystycznym XA41. Jednak w odróżnieniu od tego, do czego przyzwyczaił nas choćby w Bielsku, było dość wysoko i daleko od publiki, ale rozumiemy że ULC patrzył ;) Jurgis Kairys to w Polsce już marka mocno rozpoznawalna i przy jogo “wariackim” lataniu piknik w Krakowie pozostawił jednak trochę niedosytu – mało “kobr”, do tego jak już były to bez dymu, niewiele kosiaków z trawersem. Powód pewnie ten sam – wielki brat patrzy i ekstremalne latanie Jurgisa z poprzednich lat do Krakowa już pewnie nie zawita, dlatego też warto będzie się wybrać choćby na takie imprezy jak piknik w Bielsku-Białej czy tegoroczna impreza w Gryźlinach. Ciekawiej za to wypadły wspólne loty Jurgisa z grupą Aerobatic Yakkers. 

Zupełnie inną akrobację – majestatczną i prawie bezgłośną (nie licząc pięknego świstu na niskim przelocie) od lat prezentuje Jerzy Makula na swoim szybowcu Fox w barwach Grupy Akrobacyjnej Zelazny. Zawsze lubiłem Jego pokazy jednak tym razem miałem wrażenie, że był skrócony do minimum. A szkoda – bo to piękne latanie i chwila wytchnienia od ryczących koni mechanicznych.

W kwestii koni mechanicznych wiele do powiedzenia miała gwiazda tegorocznego pikniku – rasowy gang silnika “Spita” to czysta muzyka, a taka muzyka na naszym niebie cieszy podwójnie. I nie ważne, że sam pokaz nie był jakiś specjalny – ważne, że po prostu ta maszyna tu była nie  jako eksponat w muzeum ale “na żywo”, w powietrzu do tego w “krakowskim” malowaniu. W niedzielę była jeszcze dodatkowa pozycja w programie, gdyż “Spit” przyleciał nad Czyżyny w asyście XA41 Artura Kielaka. Brawa dla Jacka Mainki za upór w staraniach by zasiąść za sterami tej wyjątkowej maszyny i zaprezentować ją w Polsce.

Program pikniku w tym roku zawierał również pozycje wojskowe – nad Krakowem zaprezentował się zespół Biało-Czerwone Iskry oraz samolot CASA C-295 z krakowskiej, 8 Bazy Lotnictwa Transportowego. O  Ile CASA zrobiła po jednym przelocie zaledwie, o tyle Iskry pokręciły się trochę nad lotniskiem.

Nie obyło się niestety bez drobnych incydentów – w sobotę TS-8 Bies po lądowaniu wyjechał z pasa i uderzył lewym skrzydłem w drzewo, co uniemożliwiło mu dalsze loty. W niedzielę zaś prywatny Zlin musiał przerwać start w ostatniej chwili, po uderzeniu bocznego wiatru. Tu na szczęście skończyło się na chwili strachu i maszyna skończyła na trawie przy końcówce pasa 110.

Niedzielne pokazy wiele się nie różniły – z powodu pogody zostały skrócone do godziny 18. Więcej przerw w programie zafundowały też odloty gości pikniku oraz kłopoty z rezerwacją wysokości do pokazu ze względu na maszyny lądujące na Balicach. Do programu dołączył również Wojtek Krupa na swojej “Zelaznej” Extrze 330, dając dynamiczny pokaz swoich akrobacyjnych umiejętności. Strefa VIP miała również specjalnie ustawiony niski przelot do zdjęcia na pasie – jednak chyba nikomu z naszej miejscówki nie udało się tego momentu uchwycić bo…cysterny :).

Warunki do fotografowania lepsze były w sobotę – w niedzielę niebo spowiła dość szczelna pokrywa jednolitych, białych chmur. Nie przeszkodziło to jednak Kasi – mojej żonie w sięgnięciu po raz pierwszy po aparat na pokazach :) ten pierwszy raz jest najtrudniejszy ;) Czego nam brakło w prasowej strefie X MLP? Chyba jedynie komentarza niezastąpionego Jana Hoffmanna no i może jednego, małego Toi Toia w pobliżu ;) Jubileuszowy piknik w Krakowie zaliczamy do imprez bardzo udanych i z pewnością spotkamy się tutaj w przyszłym roku.

[box type=”note”]Zobacz galerię zdjęć z X Małopolskiego Pikniku Lotniczego[/box]

Podobne

Pewnie trudno będzie znaleźć bardziej kultową imprezę wśród fanów lotnictwa, niż NATO Tiger Meet...

Są takie momenty kiedy historia dzieje się   na naszych oczach. Tak właśnie było 13 i 14 sierpnia...

Początek sezonu w tym roku zaczął się dla nas niespodziewanie później. Nie mogliśmy być na...